Pociągnąłem do siebie wodze. Raven zarżał głośno w dźwięk niezadowolenia z bólu, który przyprawiało mu wędzidło.
-Spokojnie! -uciszyłem ogiera i rozejrzałem się dookoła.
To musiało być tutaj. Piękny zamek, okolica. To z pewnością miejsce, o którym pisał Ryan.
Wyciągnąłem szybko z kieszeni spodni zniszczoną kartkę. Spojrzałem na kształtne pismo Ryana i odczytałem jego treść. Wszystko się zgadzało. Położenie, wygląd. Tak! Jestem na miejscu!
Ponownie popędziłem Raven w stronę zamku, ten znów zarżał i ruszył z kopyta. Pozostawiliśmy po sobie jedynie wielką chmurę piachu.
Pędziliśmy ile sił. Zatrzymaliśmy się dopiero przed samym wejściem. Uwiązałem konia na krótkiej wodzy po czym wbiegłem po schodach, otworzyłem potężne wrota i wszedłem do zamku. Tam czekał już na mnie Ryan. Uśmiechnąłem się, skinąłem głową i podałem mu rękę.
-Witaj brachu, kopę lat! -powiedział ściskając mi dłoń.
-A no kopę, kopę. -przyznałem.
-Opowiadaj! Jak tam było!
-Poczekaj, może pierw pokażesz mi komnatę, rozładuję się, konia uwolnię spod wędzidła...
-Masz rację, chodź po bagaż.
Ryan gwizdnął. Zaraz obok nas pojawiła się niska kobieta o smutnym wyrazie twarzy. Najwidoczniej była to pokojówka.
Podeszliśmy do Raven'a. Ten położył po sobie uszy i nie dał dotknąć się kobicie, która za mną przyszła. Sam zdjąłem przypięte do siodła dwie skórzane torby, podałem je pokojówce i ruszyłem za Ryanem, który miał pokazać mi pokój.
Po krótkiej chwili zachwycony pięknem komnaty zacząłem się rozpakowywać i gaworzyć z Ryanem.
<Ryanku? ^^>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz