Dylan to mój najlepszy przyjaciel. Znamy się praktycznie od kołyski. Zawsze był dla mnie wsparciem i pomocą, był, jest i będzie godzien mojego zaufania. Teraz, gdy po latach jego nieobecności spotykamy się, nie mogę pohamować mojej radości. Chcę wręcz krzyczeć z podekscytowania.
Po chwili rozmowy zapytał mnie:
-A jak tam było we Francji?
-Daj spokój... -powiedziałem pełen złości i niechęci do tego państwa.
-Aż tak źle?!
-Żebyś wiedział... Ciągłe zasady, ograniczenie wszelkich praw, czułem się tam jak na łańcuchu. Teraz, kiedy jestem na tronie władcy... ah! To jest dopiero życie!
-Zazdroszczę ci. Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym rządzić jakimś krajem. Ba! Nawet miastem!
-Nie przesadzaj. Obiecuję ci, że jak umrę to tron będzie twój!
Obydwaj popadliśmy w śmiech. Jak za starych, dobrych lat...
-A ty? Jak ci mijał czas w Irlandii?
<Dyl?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz