Ojciec kazał mi wyjechać z Niemiec, nie wiedziałam dlaczego. Spokojnie powiedział mi, że muszę wyjechać na jakiś czas. Tak po prostu, spakowano mnie i kazano wyjechać. Podróż trwała już 20 dni i zaczęła mnie męczyć. Na noc zatrzymywaliśmy się w gospodach a w dzień odrabialiśmy drogę. Zostało jednak tylko kilka godzin drogi. Siedzenie na poduszkach przed prawie miesiąc było męczące. Nagle otworzono drzwi i usłyszałam głos furmana:
-Panno, Victorio jesteśmy na miejscu.
Mężczyzna podał mi rękę i wysiadłam elegancko z karocy. Widok na zamek był piękny, woda otaczającą zamek lśniła w blasku słońca. Ruszyłam do zamku, za mną szli służący z moimi rzeczami. Na pałacowym ganku stał książę. Szłam powoli, wchodząc po schodach uśmiechnęłam się do niego delikatnie. Chłopak pocałował mnie w rękę na powitanie a ja przytaknęłam.
-Witaj w zamku...Ekm...yhh...
-Elizabeth Yorck von Wartenburg.
-Witaj, nazywam się Ryan Carol Lee.
Ruszyliśmy w stronę wejścia do pałacu.
Ryan?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz